Podobne tematy
- ABC zdrowego odżywiania 31-08-2009
Tu jesteś: Porady zdrowotne
Żyć i nie paść trupem
Jeśli z przerażeniem patrzycie na skład wysoko przetworzonych produktów i kosmetyków, wiedzcie, że nasi przodkowie mogli po byle przekąsce zejść z tego świata.
On sprzedaje nam piaski Arabii
Zamiast cukru za gotówkę;
On zamiata sklep i sprzedaje kurz
Jako najczystszą sól w mieście,
On wpycha puszki z zatrutym mięsem
Poddanym Króla,
A kiedy umierają ich tysiące
No cóż, on tylko się śmieje.
To nie jest przyśpiewka dzisiejszego producenta żywności, a pieśń przeciwko kupcom kolonialnym z 1914 roku, na których narzekało już w XVII wieku Londyńskie Stowarzyszenie Kupców, które nie dość, że musiało się zmierzyć z zalewem tanich produktów, to jeszcze gorszej jakości i niebezpiecznymi dla zdrowia.
Fałszowanie żywności na masową skalę jest obecne w produkcji od zawsze. Niemal każdy dodawał coś do ciasta, pieczywa, kosmetyków czy napojów, aby produkt wyglądał ładnie lub ciekawie pachniał. Dla przykładu: importowana herbata z Chin mogła zawierać nie tylko suche liście, ale również apetyczną posypkę w postaci barwnika – steatytu i błękitu pruskiego. Przedsiębiorcy handlarze korzystali z prostej metody odnawiania już raz zaparzanych fusów, aby sprzedać je ponownie, jako świeży produkt. Oszukiwanie produktów, a`la sok malinowy bez malin? Na początku XX wieku wykryto, że był sprzedawany cydr rzekomo wytwarzany z koncentratu jabłkowego, a w rzeczywistości składał się z cukru, aromatu owocowego, barwnika anilinowego, i ani kropli soku owocowego. Jak widać, z biegiem lat pewne problemy nie zostały rozwiązane.
Słodki problem
Jedzenie powinno kusić zmysły. Nie bez powodu masowo barwiono więc słodycze, aby miały atrakcyjne kolory. Do cukierków i lizaków dodawano chromian ołowiu, błękit pruski czy związki miedzi i arsenu. 1858 roku William Hardaker, właściciel straganu w Bradford, mocno podtruł 200 osób, a 20 przypadkowo zabił, oferowanymi przez siebie słodyczami. Trucicielami okazały się niewinne z wyglądu miętowe pastylki, które powinny zawierać olejek miętowy, cukier i gumę. W ówczesnych czasach cukiernicy lubili jednak przyoszczędzić na cukrze, gdyż był bardzo drogi, stosując zamiast niego nieszkodliwy gips lub sproszkowany wapień. W tym przypadku za pomyłką stał aptekarz, który zamiast wypełniacza, sprzedał omyłkowo arszenik. Smacznego.
Problem z cenami cukru spędzał sen z powiek również piwowarom. Nawet piwosz nie mógł spokojnie umoczyć wąsów w piance. W procesie „oszczędnej” produkcji glukozy, a z kolei do przetworzenia sacharozy, używano kwasu siarkowego, który z reguły otrzymywano z pirytu – a z niego pochodził arsen. Pod koniec 1900 roku w Manchesterze miejscowe piwo z arsenem zatruło około sześciu tysięcy osób, a siedemdziesiąt zabiło.
Jeszcze wcześniej, bo w XIX wieku, pewien piwowar z Cantenbury handlował piwem wyrabianym ze śrutu słodowego, wywaru gorzelnianego, kwasji, opium, aframonu, kwasu siarkowego i innych, trujących substancji. Piwowar, jako że był jednocześnie wyższym urzędnikiem, wywinął się ostatecznie spod wysokiej kary. Dziekan kapituły katedry Cantenbury, przyjaciel piwowara uznał, że sprawę dotknęła jedynie piwoszów mocnego trunku, co było okolicznością łagodzącą, a jednocześnie przestrogą dla innych, rządnych wysokoprocentowych napojów.
W grudniu 1859 roku sześć osób w Clifton zatruły się arszenikiem, który znalazł się w słodkich, korzennych bułeczkach. Okazało się, że cukiernik został omyłkowo wprowadzony w błąd przez aptekarza. Cukiernik chciał nabyć chromian ołowiu, aby bułeczki miały pyszny, żółty kolor, a tymczasem dostał arszenik. W aptece można było nabyć zarówno produkty lecznicze, jak i potencjalnie trujące, tyle że oba rodzaje były umieszczone na tej samej półce, bez dodatkowych oznaczeń – o pomyłkę nie było zatem trudno.
Zabójcze piękno
Pogoń za wieczną młodością prowadzi czasem na manowce. Arszenik wykazuje właściwości lecznicze, o ile wiadomo jak go stosować. Sami zresztą codziennie spożywamy go z żywnością, ale jest go tak mało, że bezpiecznie wydalamy go z moczem.
Na początku XIX wieku, kiedy w aptekach pojawił się silny roztwór arszeniku, o silniejszym działaniu niż chinina, Brytyjki zaczęły go pić dla poprawienia cery i przedłużenia młodości. Arszenik szybko wkroczył na kobiece salony. Moczono lep na muchy nasączone arszenikiem, aby odzyskać z niego truciznę i przemywać nią twarz. Arszenik pojawiał się w składzie płynów i kremów rozjaśniających. Nawet po śmierci trucizna służyła pięknu. Balsamowane nią zwłoki nadawały skórze jasny ocień, a ciało stawało się bardziej „żywe”, czyli na tyle giętkie, by ułożyć je w naturalnej pozycji.
Brak komentarzy
Tego artykułu jeszcze nie skomentowano. Bądź pierwszy...